Chwilowe zauroczenie.
Być może z*ebałam sprawę, nie próbując nawet zawiązać z nim kontaktu, ale bałam się, gdyż różnie mogłoby to zostać odebrane. W końcu on był lekarzem, a ja pacjentką. Na jakikolwiek flirt nawet nie było mowy.
Ciekawa jestem jednak, czy On pomyślał o mnie choć przez chwilę od mojej wizyty? Znając życie, pewnie dla każdego z pacjentów jest miły, uprzejmy, otwarty, zważając na jego krótki staż- chce zbadać dokładnie, żeby zmniejszyć ryzyko popełnienia błędów, co przecież u każdego nowicjusza się zdarza, nie tylko w zawodzie lekarskim.

Phii. W komedii romantycznej zapewne spotkałabym go kolejnego dnia na przystanku tramwajowym, albo on znalazłby moje dane, mój adres i przyszedł... by sprawdzić jak się czuję ; )
Ha!
Ja się naprawdę łudziłam, że tak będzie.
Realnie patrząc taki człowiek musi kogoś mieć. Niemożliwą niemożliwością jest, by był sam. To w końcu ideał mężczyzny- dobrze zbudowany, inteligentny, przystojny, młody lekarz.

Szkoda, że moja historia nie może skonczyc sie tak jak w bajce :)
kezceliona 2010-05-09 00:19:15
skomentuj (2)
NPNG.
Nie pisałam i nie wchodziłam na bloga, bo nie czułam takiej potrzeby. Było po prostu dobrze. Pojawił się ktoś nowy, dzięki komu na nowo odzyskałam wiare w miłość. Miałam nadzieję, że coś się zmieni. Ale ale. Suma sumarum, okazało się, że nie zaiskrzyło. A wyobraźnia ostała się samą wyobraźnią i na tym się skończyło. Mimo to- nie żałuję. Fajnie było przez te 2-3 tygodnie mieć nadzieję i czuć jakiegoś rodzaju motyle w brzuchu.
Sądziłam, że dałam sobie spokój z NIM. I cholera to znowu wróciło! Naprawdę mam obsesję na jego punkcie. Zaczęłam się interesować białą magią, ciągle wpisywałam w wyszukiwarce: Jak można sciągnąć kogoś myślami? Jak sprawić, by się odezwał?
Teraz leżałam chora, sama, stąd też głupawe myśli zaczęły mnie nachodzić.
Dowiedziałam się też dzisiaj, że wtedy w sierpniu, gdy odezwał się do mnie, to wcale nie dlatego, że żałował... że chciał zgody... nie dlatego, że uważał, że tylko ja zdołam mu pomóc. Ot, odzywał się do wszystkich. Był zrozpaczony i szukał pomocy u wszystkich znajmych, nawet takich, z którymi jego kontakt był naprawdę minimalny. To mnie zabolało... nie powiem.
Może dlatego to wciąż rani, że odbieram to jako moją osobistą lekarską porażkę. Chciałam pomóc, ale cóż skoro ktoś tej pomocy nie chce? Nikomu nie pomożesz/ nie uzdrowisz na siłę.
Słucham i katuję się dawną piosenką, który kojarzy mi się z nim, i która była dla niego.
Uzależniłam się od chorego człowieka, wpadłam jak śliwka w kompot. i o.
kezceliona 2010-05-07 17:19:24
skomentuj (0)


Guestbook
wpis
zobacz


Teraz!
Magicaltaste
Hania
Od-nowa
Przypadek Klary
Ja to czytam

Warto
Dlaczego przyjaźń musi boleć?
Słownik
Śmiech.net/
Specjalny Anioł "Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają."
Zaśpiewaj sobie pioseneczkę!! :D Jak to pierdoła chciała zabić pszczołę:P

Ja pomagam. A Ty?
Pajacyk KLIKNIJ PROSZĘ- DLA CIEBIE TO PESTKA, A MOŻESZ NAKARMIĆ GŁODNE DZIECKO

Kiedyś...
collien-dreams
Never-land Moja Gola
Mam-to-w-dupie
Przepraszam, że żyje
Life-after-death
Into-the-moonlight
Niunia
Niunia-sk8
Pani-a (dawna "to co jej")


2010
maj
marzec
luty
2009
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
czerwiec
styczeń
2007
listopad
sierpień
lipiec
kwiecień
luty
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
październik
wrzesień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień


layout by Elvis